hmm.. nie moglo byc inaczej. Szanghaj mnie powalil na nogi. Do tego ta piekna pogoda, architektura, klasa sam aw sobie. Oczywiscie bez przesady bo to ciagle Chiny i poziom koczu jest ciagle na odpowiednim poziomie, aczkolwiek tutaj widac ze sie Chinczycy postarali, sprowadzili zapewne jakis europejskich myslicieli. Od razu trafiam metrem na People’s Sq, przesliczny park, elegancki, podzielony na pol ulica, i dalej powoli szukam mego hostelu. Jest gdzies tu obok. Oczywiscie nie ma tu zednego sklepu 7/11 tylko same AllDays. Cos sie chyba mojemu koledze BArtkowi Szanghaj z HongKongiem pokielbasim, bo tam wlasnie cala gromagka 7/11 na kazdym rogu. Hostel na wypasie konkretnym, 50Y dormitory, ale konkretne wyra i szafki na kluczyk, wszystko luxus. Rybki w podlodze plywaja, bar pietrowy, centrum miasta.Moglbym tak pisac, ale juz mi sie nie chce. Powiem tylko ze spotkalem razaz jakies kobitki co ze mna chcialy chodzic ale byly za mlode bo sie nam tematy skonczyly po 4 minutach. Potem zachaczyl mnie jakis chlopak starszy, elektronik, i ze 4 godz lazilismy to tu to tam. Opowiadal jak to jeszcze nie mial dziewczyny(32 lata) no i ze on tylko dziewice bo inne to sa zle. Ze chodzi na masarze ./..? hmm, jakie masarze? pytam…! ano takie masarze co prostytutki robia rekami. Czyli to nie jest sex? Nie..powiedzial, to nie jest sex, to masarz..hmmm. Ale czesto to on sobie sam taki masarz robi bo to zdrowe. No wiec reszte czasu spedzilem na dochodzeniu skad u niego taka iskra dziewiczosci..hehe. Kilka jeszcze trudniejszych tematow zachaczyliosmy i sie kolega sploszyl, ale sie grzecznie rozstalismy. W koncu postawilem mu obiad. Nie ma to jak samotna wloczega po miescie. CO widzialem tego nie opisze. Po drodze jeszcze wieczorkie bardzo mily 60 letni pan zachaczyl mnie na pogawedke w barze przy kolacji. Nativ pracujacy w usa, ale chinczyk, wiec rozmowa sie nam kleila bardzo milo. Jednak czuc bylo ze cos go gryzie. Wujek, ktory zapewne juz jest chory, i temu przyjechal do domu by go odwiedzic. Miasto noca zaczyna dudnic. Blask reklam jest oszalamiajacy. Sklepy z oryginalnymi produktami sa naprawde drogie, drozsze niz u nas. ulice ciagna sie kilometrami i nie sposob wszystko zobaczyc, ale trudno tez sie zgubic, bo zawsze jakis punk nawigacyjny na wrasta w niebo w oddali. Oswietlenie wierzowcow dopracowane do ostatniego cala. Plejada kolorow i walorow. Polaczone to wszystko z wiecznie zielonymi krzakami i drzewami. JEdnak jednego mi tu zawsze brakowalo, w calych Chinach.. Muzyki ! Potwierdzil mi to moj starszy pan z ktorym dzis rozmawialem. Chinczycy nie sa muzykalni. Nie ma muzyki w miescie. Mowil ze prawie kazdy europejczyk na czyms gra. Chinczyk nie, i nie chce , i nie umie i sie boi. Faktycznie jesli sklep muzyczny to pianina i fortepiany, a modele gitar maja przedpotopowe, spradzalem Epiphone. Najlepszy sklep w miescie i nic ciekawego. Juz nie mowie o bebnach, ktorych tu po prostu brak.Tak czy siak Szanghaj cudne miasto, polecam kazdemu. mozna tu solidnie odpoczac latem.




