Rok Świni w Chinach 2007

marzec 30, 2007

34-35-36 dzien Szanghai city

Zaszufladkowany do: Chiny2007 — adamdudko @ 2:48 pm

No tak. Pisze to jzu bedac w polsce ale co mi tam… Szanghaj to taaakie wielkie miasto, w którym znaldziecie wszystko. Najlepsze są te fajne laski, które udają że właśnie co przyjechały, i sobie tak chodzą właśnie i tak fajnie sobie gadają ,że prawie jesteś przekonany do wspólnego spaceru. To dopiero szajka, takich ludzi jest tu setki. Tego tak nie widać, bo sie maskują wśród swoich. Zwykle czatują w centrum miasta przy wielkich atrakcjach i parkach. Jest to tak brzydka strona miasta. Spotkałem właśnie tam Amerykanina prawie zapłakanego i smutnego, opowiedział mi o herbacie w małych filiżankach za 1500Y. Dla niego to nic, ale płakał, że się dał oszukać. Poklepałem brata, wiedział że ja go nigdzie nie zaprowadze, ale chciał raczej zostać sam. Miasto zwiedzałem przez pierwsze 2 dni , 9 godzin z buta w mieście pozwoliło mi dość solidnie ‘zobaczyć’ co nieco. Jednak tu trzeba miesiąca by poczuć i zrozumieć, znaleźć coś dla siebie. Przepiękne alejki a nad nimi zawieszone głowy ,na długich szyjach, wieżowce sprzed 10 lat. Gęstwina kabli przekrywa niebo, daje wręcz konkretny cień na ulicach.Docieram w pewnym momencie do Jade Buddha Temple. Odwiedzana przez hordy turystów z aparatami w oku. Usiadłem i zacząłem rysować by coś zrozumieć, zwykłe foto jakoś mi nie starcza. Mila Pani wcześniej w sklepie plastycznym na uboczu miasta z wielką radością sprzedała mi zestaw rysownika( pewnie nie często widzi turysto w swoim sklepie), czyli blok, ołówki, gumka chlebowa, temperówka. Oczywiście nie da się nigdzie spokojnie usiąść bez tłumu gapiów. Dosłownie tłumów. Potem gdzieś w mieście się z blokiem zaszyłem. Zahaczyłem też  na ławeczce  grupę kucharzy, kucharek, więc ołóweczek poszedł w ruch. Reakcja ludzi była niezmiernie radosna. Dzielnica francuska jest bardzo zadbana ale i bardzo niedostępna. Dzieci z przedszkola wychodzą w towarzystwie ochroniarzy. Zapewne są to dzieci bogatych ludzi. Wszyscy wiemy ile porwań jest w tym mieście. To się tu czuje. Na prawie każdym rogu ktoś czegoś pilnuje, jakiś policjant, jakiś żołnierz.  Dzielnica spokojna, mało ruchliwa, niska i zielona. Bardzo luksusowe hotele i budownictwo. Tam tez sporo uczelni i sklepów muzycznych. Resztę dnia spędzam w hostelu(nocy) w bardzo miłym towarzystwie mojego niemieckiego znajomego Fabiana, oraz szwedzkiego rodzeństwa co już od 2 miesięcy w drodze.Wszelkie następne działania były leniwe i urodzinowe. Znalazłem świetne miejsce z makaronami za 15-20Y. Pierwsza klasa obok peoples sq, a tak wogóle to szlajam sie po mieście i po rzece.  Siedzę, słucham, czytam, patrze, wącham no i urodziny. Nie pamiętam jak to sie stało , ale od 1-5 rano nic nie pamiętam. Moi niemieccy znajomi postarali sie aż nadto bym się dobrze bawił. Wódka w drinkach zabiła mnie konkretnie. Budzi mnie chiński ochroniarz. Bardzo milo i spokojnie mówi ,że to koniec imprezki. Zastanawiam się co on do mnie mówi, ktoś coś innego mówi, pokazuje coś co jest mi znane.. zaraz zaraz… to jest numerek ,pod którym kurtka moja…szukam w kieszeni.Jest ! Wielka radość reszty ludzi, potem taxi, już czeka. Ale najgorsze jest to że byłem w takim stanie że nie miałem pojęcia gdzie jestem ani gdzie muszę jechać. Zajęło mi kilka minut by dojść do siebie w taxi i zrozumieć ze mieszkam pod peoples sq. Teraz pomyśl Adam, jak to wyjaśnić temu panu? Kartka… tak. ołówek.. rysuje budynek i wszystko jasne. Uff.. W życiu nie miałem takiego zaćmienia umysłu. Dawno nie miałem 29 lat :) hehe. Rano akcja wiec śpię. Powolny dzień urodzin, ponieważ urodziny zacząłem od 12 w nocy, więc to dopiero dziś na kacu budzę dzień urodzinowy. Idziemy do BonBon, mega dyskoteka. Wcześniej szlajam sie z Fabianem w bardzo miłej fali dyskusji. BomBom do 5 rano a samolot o 11 rano więc prosto z parkietu. Chinki słabo tańczą. Robią to jak w TV. Do tego mało ich tu. Biały DJ dał czadu, tuż po swoich chińskich rówieśnikach. Bez porównania. Nie chce sie wypowiadać o wyższości ras, ale dziś biała rasa lepiej płytę winylową kręciła i to o kilka klas.
9 rano, pociąg magnetyczny… 430km/h pędzi przez putong, dzielnice prawie wiejskie, w wodzie i rzekach. Takie uczucie warte jest 50Y. Szczególnie kiedy mijają się z prędkością 860km/h.

chciałbym podziękować Wam za komentarze i to że czytacie ‘przynajmniej nagłówki’ .
Następna wersja będzie już zwięzła i bardziej fotograficzna.
Polska wita mnie prześliczna pogodą i szokiem kulturowym.

marzec 22, 2007

33 dzien

Zaszufladkowany do: Chiny2007 — adamdudko @ 1:57 pm

Zastanawia mnie tu wszystko. Najbardziej ja sam. Juz zmierzam na lotnisko za dni kilka, jednak zaluje ze nie poznalem dostatecznie jezyka. Bez komunikacji raczej malo sie czlowiek orientuje co sie wokol dzieje. Nauka czytania krzaczkow to taka konkretna zabawa. Mamy tu w hostelu izraelczyka, ktory chyba tylko podprozuje. Rankiem troszke tai-czi :) na placu, ale ochota robieni azdjec mi przeszla, moze temu ze jeszcze bez sniadania. Ciapgle szukam dobrego miejsca. Na calej dlugosci rzeki z rana ludzie tancza, parami, grupami, pojedynczo, ruszaja sie w rytm spokojnej muzyki, a zaden z nich nie ma mniej niz 60 lat zapewne :) Zastanawiajace, ale patrzac na ilosc tych ludzi, jest to zapewne promil starszyzny. Tu wszystkie dobre zjawiska tak jakby odbywaja sie w zakresie promila badz procenta. Odwiedzilem slynne mosty z filmu o Szanghaju, muzeum sztuki ciekawe, ale tak na chwilke. Na jedno tu trzeba uwaazac, na ludzi. Mlodych sympatycznych i znajacych anagielski ludzi. Zaczepiaja ze niby chca pogadac a tak naprawde wyciagaja z turystow kase. rozmawialem przypadkiem z jednym amerykaninem i sie wszystko zgadza. Zostal ‘oskubany ‘ na 1500Y ot tak, poszli sobie na herbatke. Oczywiscie oni tez tyle samo placa razem z toba, ale potem sie z toba zegnaja i zapewne wracaja po te pieniadze , a 1500Y za 2 herbatki to chyba troszke za duzo..co ?.. Widze tu sporo chinczykow maszerujacych wesolo ze zdobycza amerykanska badz europejska i tylko patrzec kiedy za cos bedzie bialas placil:) Mowiąc w skrocie, nikt tu i na calym swiecie , za darmo nie bedzie cie oprowadzal po miescie i gadal i mowil. Czas dla kazdego z nas jest wazny i cenny. Szczegolnie ten na wakacjach. Na szczescie ja sie nei wdaje w dluzsze dysputy z milimi dziewczynami bo mnie zaraz nudza. Nudza pewnie dlatego , ze nie sa szczere. Zanieczyszczen tu w Szanghaju sporo, ludzkich i duchowych i materialnych. Dzis miasto pokazalo mi , na szczescie nie po moim portfelu, swoja druga polowe. Jednak jest tu piekne stare miasto i targowiska , pyszne jedzenie, ale dalej od centrum. Potezne place budowy, kina i wystawy. Troszke przesadzone sklepy, wysmarowane panny na glownych ulicach, wszyscy tam nosza sie dumnie. Tylko ciekawe z jakiego powodu, czyzby metki na spodzie sukienki ? Odczuwam maly stres przechodzac przez te glowne handlowe uliczki. Wszyscy mnie mierza oczami, skaluja , i zadna twarz sie nie usmiechnie, nie spojzy milo. Wszyscy spieci i smiertelnie powazni. chca wygladac na bardzo pewnych siebie. Z ksiazki ‘dziki imbir’ widzialem sobowtora glownej bohaterki, obierajacej krewetki palcami. Caly czas ktos mnie tyka, zaczepia, cos sprzedaje, torebki, komputery w torbie. Postanowilem wiec zmienic ‘image’ i zaszedlem do fryzjera. Tu dopiero byla zagadka, bo chlopak troszke delikatnei sie za to zabral, siedzialem tam godzine. Troszke to trwalo zanim skumali ze najpierw ciecie , maszynka, potem mycie. Cale moje wielkie przemyslenia, smutki i radosci, porzucilem wraz z wlosami gdzies w gabincie fryzjerskim, za nie cale 60Y, ohh…Na lyso od razu lepiej.
Odwiedzilem tez Polska amabasade, ale mnie nie wposcili. Jak nie ma problemu to nie ma dyskusji, proste …Miesci sie ona w dzielnicy zbudowanej dla Francuzow, French Concession , bardzo mila , ala europejska, gdyby nie te kable wszedzie. W hostelu spotykam szwedow, mlodych, 21-22 lata max, brat i siostra, a sobie tak smigaja juz od miesiaca, a przed nimi jeszcze 4 miesiace.Brat i siostra, razem na pol roku w azji?? Niesamowite. Jacy rodzice tak dzieci puszczaja ? Polscy nie , haha. Tylko pozazdroscic i pogratulowac.
Moj kolega izraelczyk do zludzenia przypomina mi mojego kochanego Adasia Kolodzieja. Napewno by sie chlopaki polubili:) A tak wogole to co u Adasia slychac ?
W kafejce internetowej skanuja ci paszport. Nic nie umknie ich uwadze.
Mysle ze widac ze dopada mnie juz smutek ze sie konczy wycieczka… ale z drugiej strony radosc, bo zobacze pepiszona, rodzine, przyjaciol i dom.

32 dzien Szanghaj

Zaszufladkowany do: Chiny2007 — adamdudko @ 5:07 am

hmm.. nie moglo byc inaczej. Szanghaj mnie powalil na nogi. Do tego ta piekna pogoda, architektura, klasa sam aw sobie. Oczywiscie bez przesady bo to ciagle Chiny i poziom koczu jest ciagle na odpowiednim poziomie, aczkolwiek tutaj widac ze sie Chinczycy postarali, sprowadzili zapewne jakis europejskich myslicieli. Od razu trafiam metrem na People’s Sq, przesliczny park, elegancki, podzielony na pol ulica, i dalej powoli szukam mego hostelu. Jest gdzies tu obok. Oczywiscie nie ma tu zednego sklepu 7/11 tylko same AllDays. Cos sie chyba mojemu koledze BArtkowi Szanghaj z HongKongiem pokielbasim, bo tam wlasnie cala gromagka 7/11 na kazdym rogu. Hostel na wypasie konkretnym, 50Y dormitory, ale konkretne wyra i szafki na kluczyk, wszystko luxus. Rybki w podlodze plywaja, bar pietrowy, centrum miasta.Moglbym tak pisac, ale juz mi sie nie chce. Powiem tylko ze spotkalem razaz jakies kobitki co ze mna chcialy chodzic ale byly za mlode bo sie nam tematy skonczyly po 4 minutach. Potem zachaczyl mnie jakis chlopak starszy, elektronik, i ze 4 godz lazilismy to tu to tam. Opowiadal jak to jeszcze nie mial dziewczyny(32 lata) no i ze on tylko dziewice bo inne to sa zle. Ze chodzi na masarze ./..? hmm, jakie masarze? pytam…! ano takie masarze co prostytutki robia rekami. Czyli to nie jest sex? Nie..powiedzial, to nie jest sex, to masarz..hmmm. Ale czesto to on sobie sam taki masarz robi bo to zdrowe. No wiec reszte czasu spedzilem na dochodzeniu skad u niego taka iskra dziewiczosci..hehe. Kilka jeszcze trudniejszych tematow zachaczyliosmy i sie kolega sploszyl, ale sie grzecznie rozstalismy. W koncu postawilem mu obiad. Nie ma to jak samotna wloczega po miescie. CO widzialem tego nie opisze. Po drodze jeszcze wieczorkie bardzo mily 60 letni pan zachaczyl mnie na pogawedke w barze przy kolacji. Nativ pracujacy w usa, ale chinczyk, wiec rozmowa sie nam kleila bardzo milo. Jednak czuc bylo ze cos go gryzie. Wujek, ktory zapewne juz jest chory, i temu przyjechal do domu by go odwiedzic. Miasto noca zaczyna dudnic. Blask reklam jest oszalamiajacy. Sklepy z oryginalnymi produktami sa naprawde drogie, drozsze niz u nas. ulice ciagna sie kilometrami i nie sposob wszystko zobaczyc, ale trudno tez sie zgubic, bo zawsze jakis punk nawigacyjny na wrasta w niebo w oddali. Oswietlenie wierzowcow dopracowane do ostatniego cala. Plejada kolorow i walorow. Polaczone to wszystko z wiecznie zielonymi krzakami i drzewami. JEdnak jednego mi tu zawsze brakowalo, w calych Chinach.. Muzyki ! Potwierdzil mi to moj starszy pan z ktorym dzis rozmawialem. Chinczycy nie sa muzykalni. Nie ma muzyki w miescie. Mowil ze prawie kazdy europejczyk na czyms gra. Chinczyk nie, i nie chce , i nie umie i sie boi. Faktycznie jesli sklep muzyczny to pianina i fortepiany, a modele gitar maja przedpotopowe, spradzalem Epiphone. Najlepszy sklep w miescie i nic ciekawego. Juz nie mowie o bebnach, ktorych tu po prostu brak.Tak czy siak Szanghaj cudne miasto, polecam kazdemu. mozna tu solidnie odpoczac latem.

31 dzien do Szanghaj’u

Zaszufladkowany do: Chiny2007 — adamdudko @ 4:52 am

za chwile odjazd do Szanghaju, pociag spieszny i mily tlyko ze obok glosnika spie, i to na samej gorze. Wieczorne odjazdy sa mile bo sie oszczedza na noclegu, a sypialny pociag to calkiem konkretny luxusik.

marzec 20, 2007

31 dzien, jeszcze Beijing

Zaszufladkowany do: Chiny2007 — adamdudko @ 8:59 am

Wycieczka do Hutong.. czyli czegos co mozna by z wolnego tlumaczenia nazwac ‘ prawdziwe miasto’ i faktycznie sporo tam prawdziwych Chin. Takich zapuszczonych, uplecionych na starych konstrukcjach. Ludzi prostych i wesolych. Zaden garniturniak tu zapewne nie zaglada. Pogoda nie taka jak trzeba, wszyscy pochowali sie w domach i sie grzeja. Na pocztowkach wyglada to slicznie. Jednak sporo zalezy od ’sezonu’.Mija mnie sznurek ryksz z europejczykami z kamerami i kocykami na kolanach. to jest dopiero przygoda :) haha
Pekinska kaczka.. taaaaaaa, to temat dlugi by byl, ale nie chce mi sie o tym pisac dzis za duzo. Czuje sie po niej zle. Zamowilem cala, je sie to cos w takim nalesniku, do tego warzywa i jakies sosy. Nie chce tu sie chwalic bron boze, ale przed wyjazdem robilem pieczona kaczke w domu i byla o niebo lepsza. W restauracji wydalem 100Y za moj obiad i byla to wtopa tego wyjazdu. Powracam do pospolitych stolowek za 4-8Y. Zdrowe to i przepyszne. Mam dzis niepewne samopoczucie i od 3 godzin ta kaczka sie w zoladku mi topi i topi i nie moze utopic. Ciagle bulgocze i krzyczy ‘ratunku’. Oczywiscie w restauracji podano mi English menu gdzie cena byla o 50% wyzsza, wiec poprosilem o Chinske i od razu inaczej sie na mnie patrzono. Tak jakos mniej milo. tak jakby nie podobalo sie im ze turysta sie nie dal nabrac. Pomimo jednak ‘kaczego’ incydentu, haha, jade z wielkimi nadziejami na szanghaj. Kaczki sa trudne zwierzaki, zyja w swoim swiecie i zwyke parami, moglem to przewidziec, ze nawet w pekinie , polakowi kaczka nie jest dana do zjedzenia. Leo Hostel to takie mile miejsce, ale za glosno i za sztywno tu. Jedzenie maja beznadziejne i drogie. Nie probowalem, ale zapachy sie unosza bo tu wszyscy si estoluja z przyjezdnych. Powracajac do Hutong, bardzo zaluje ze wczesniej tam nie wpadlem. Po drodze zachaczylem o Lama Temple, ale balem sie wejsc do srodka, 50Y bilet i autokary europejskich tlumow w wieku 40-90 lat. Szkoda czasu, ale tez szkoda ze tak tam jest komercyjnie. Maszynka do robienia pieniedzy. Mijam rosyjska ekipe 40 ludzikow, od razu mnie namierzaja i cos do mnie mowia po rosyjsku, ale wlalsnei wychodzilem i tylko oddalem ‘ powodzenia ‘. Zaswiecili mi swoimi zlotymi zabkami szczerze :)
Prawde mowiac 2 dni to duzo za malo zeby cos o pekinie powiedziec. Ja nic tam jeszcze ciekawego nie zobaczylem, poza Hutong’iem i murem. Zycie w miescie schowalo sie w domu i si egrzeje przy telewizorze. Z nocnych obserwacji wynika ze wierzowce tu sa zamieszkale w 0.5- 1 %, ciekaw jestem co sie dzieje z reszta pustych mieszkan. Pekin przygotowuje sie goraczkowo do olimpiady. Buduje sie na nowo. Wszedzie budowa i wielkie plansze pokazujace planowana inwestycje. Wszystko stoi puste. Ja mam duze watpliwosci co do tych poterznych powierzchni budynkow. Kto tam bedzie mieszkal ?

Następna strona »

Blog na WordPress.com.