Rok Świni w Chinach 2007

luty 24, 2007

6 dzien Yangshuo

Zaszufladkowany do: Chiny2007 — adamdudko @ 12:36 am

Obudzilem sie w znacznie lepszej kondycji, lecz zostalem w pokoju mimo
ze moi znajomi wybrali sie na zwiedzanie okolic by bike. Po kilku
godzinach poczulem sie lepiej , spadla mi temperatura do 36,6 a za
oknem slonecznie i cieplo. Wyruszylem wiec ochoczo na miasto, ktore
tylko dzwiekami mnie przez ostatnie godziny zapraszalo. Ehh..taki
ruch. Misto zyje prawdziwym zyciem. Masa turystow jak na takie
zadupie. Tu jest wszystko i nic. Wszelakie wyrabiane recznie towary,
nawet jedwabna koldre znalazlem, caly sklep z nimi, a pani obok
resznie jedwab z jedwabnikow nawleka na patyk. 700Y taka kolderka ,
lekka jak puch, ciepla jak zelazko:) Podreptalem nad rzeke Li, przy
okazji przetestowalem moje nowe wodoodporne buty. Rewelacja, 15 min
zanurzenia na max i spokoj w skarpecie :) Zachaczylem przy okacji
panow z kormoranami i wygarnalem sobie za free foto. Jest tu sporo
europejskiego zycia, klubow, muzyki. Troszke toodrzuca, bo to takie
tanie wydanie. Komus sie moze podobac, ale mnie tona dluzsza mete
meczy.Nie po to do Chin jechalem zeby teraz europe w krzywym
zwierciadle ogladac. Wieczorem trafilismy juz wspolnie, do knajpu z
dobra muzyka, grana na strunowym , plaskim i duzym instrumencie,
spokojne brzdakania wygluzajacych sie dzwiekow. BArdzo nastrojowa.
Mlodzieniec z baru dal po 22 pokaz na zywo. Oniemialem. Cisza na sali,
bo to bardzo cichy instrument. Jako ze nic podobnego wczesniej nie
slyszalem, zamarlem n ate 10 min. Nawet tego nie nagralem.
To miasto zyje w nocy, ludziew nocy jedza obiady, ciezkie mieso. My
planujemy jutro balonem nad gorami, ale zdaje sie ze jednak nie
przebukujemy biletu za 80Y. Po chwili namyslu nie decydujemy sie na
jeszcze jeden dzien tu, mimo wielu atrakcji, i jedziemy jutro rano
dalej przed siebie, w kierunku Lhasa.
Tak jak w Polsce przypuszczalem, teraz sie w tym powoli utwierdzam, iz
zdrowy trub zycia to atut ludzi inteligerntnych na calym swiecie, a
nie chinczykow. Chinska medycyna to medycyna na calym swiecie a nie w
chinach. Tutaj jest cala masa aptek, lekarzy, calego tego syfu w
sklepapch spozywczych. Ludzie maja pryszcze na twarzach masowo.
Pokusilbym sie nawet o swierdzenie iz Chinczycy odzywiaja sie gozej
jak polacy. Jeszcze nie spotkalem tu zdrowej kuchni, a moze za slabo
szukam…Bieda i chec bycia nowoczesnym ,zachodnim, miesza im w
glowach i wprowadza w miescie zamet. Architektura i urbanistyka
doskonale to pokazuje. Wielkszosc Chinczykow n awidok turystow dostaje
glupawki. Zdarzaja sie jednak spokojniejsi co zajza w oczy i sie
delikatnie usmiechna. Najlepiej mi wychodzi targowanie. Moglbym tak
tygodniami. Zbijam ceny zawodowo, az czasem sprzedajacy wyglada na
bardzo niezadowolonego. Na kazdego staram sie znalesc jakis sposob.
Wkrecam czesto polskie frazy i pauzydla podkrecenia atmosfery
niepokoju:) Ostatnio Pani pokiwala mi palcem jak stargowalem 180 Y na
25Y za branzoletki dla dziewczyn. W Hotelu troszke podekscytowani
dniem popijamy whisky a w tv walki na kolana. Judose.Ciagle je
ogladamy.
Walka na kolana trwa.
Oni ciagle walcza
no to my lecimy spac.

luty 22, 2007

5 dzien Guilin i Yougshuo

Zaszufladkowany do: Chiny2007 — adamdudko @ 12:33 am

Docierany do Guilin. Pobudka w pociagu to swiatlo na full i radyjko z
wbijajaca sie w ucho melodyjka. Caly wagon sie budzi, tylko nie my. To
smutne i malo ciekawe miasto, zwiedzilismy jakas kiczowata jaskinie z
plecakami z samego rana, a ja zlapalem wiatrem jakas chorobe. Troszke
mnie zgielo na nogach i obiecalem sobie ze dwa nastepne dni spedze w
hotelu spiac. Z ulicy zgarnal nas szef agencji turystycznej spod
dworca, zaprowadzil nas tam i pomogl zaplanowac podroz do Lhasa.
Najlepiej przez Liushou, gdzie biegnie trasa kolejowa ,do Chengdu. Do
Liushou jest autobus i dostalismy go w cenie 90Y , przeplacilismy 40y
ale za to okazalo sie ze facet moze nam w jakis sposob zarezerwowac
niby bilet kolejowy w Liushou.Do tego oferowal splyw rzeka Li za 120Y
co jest niebywala okazja ,ale niestety moj stan byl bardzo niewyrazny i
nie chcialem ryzykowac przyszlych dni wyjazdu. Zatem jedziemy do
Yangshuo busem zamiast splywem, szybko i sprawnie. Nie obylo sie bez
targowania z 25 do 14 Y. Wysiadamy i po sekundzie oblatuja nas lowcy
glow hotelowych. BArdzo bystre twarze strzelaja cenami ok 80-100Y za
osobe… bardzo natarczywi. Przystanalem obok jednego i stanowczo i
spokojnie mu powiedzialem , patrzac w jego rozlatane oczka, ze od 25Y
za osobe nie ma co z nami wogole dyskutowac. ..Powiedzial wielkie
“oo”, ..odszedl, zadzwonil i za chwile sie przykleil mowiac ze ok :)
Przykleili sie jeszcze inny, reszta poszla sprawdzac warunki w innych
hotelach, ale wybralismy wlasnie ten za 25Y i to byl dobry ruch.
Padlem do wyra i tak lece do dzis, przepoconyale jzu lekko wyleczony.
Temperatura mi spadla stanowczo, a w powietrzu ok 18stopni w
sloneczku. Wyruszylem wiec sam na ziwdzanie miasta a moi znajomi
rowerami gdzies po gorach smigaja. Do Liushou jedziemy jutro o 10 rano
wiec o 8 rano trzeba bedzie stad wyruszyc. Youshou to piekne
turystyczne mioasto.Baza turystyczna. Takie Polskie zakopane w
wiekszej skali. Przeslicznie polozone w niskich aczkolwiek bardzo
ponetnie sterczacych gorach.Rzeka Li ladnie uregulowana, z miasta za
rzeka rozbija sie dluga nizina zakryta pasmem gor. Jest czym
odetchnac. Ludzie rzyja nad rzeka, myja, piora, kroja kurczaka, stoja
panowie z kormoranami ktore lowia dla nich ryby. Uwaga biora 5Y za
zdjecie! To piekne stare miesto z masa atrakcji, lecz male. Napewno
niezapomniane wrazenia na kilka dni wyjazdu.

luty 21, 2007

4 dzien Kanton

Zaszufladkowany do: Chiny2007 — adamdudko @ 12:29 am

Obudzilem sie dziwnie wypoczety, po 6 godzinach snu w extra hotelu.
Sniadanie typowo Chinskie zaskoczylo nas swoja roznorodnoscia.Gdyby
nie cherbata z torebki.. sicc.Wystrzelilismy taxi do biura podrozy po
bilety a taxiarz potraktowal nas jak prawdziwych glupich turystow,
wozil nas tu i tam, ja wczesniej lazilem po miescie i zdazylem sie
zorientowac jak jest zbudowane. Troszke sie dziko poczulem, ale
nic..pedzimy dalej.Odebrtalismy bilety bo na dworcu sajgon, ale
jeszcze nigdy nie probowalismy tej akcji.zdecydowalem sie oderwac od
reszty na te 4 godziny do odjazdu i to byl dobry ruch. Male alejki,
uliczki i ich zycie, jhakis staruszek robi szpagat o trzepak cos
spiewajac, gra w karty w dymie papierosowym na ulicy, warcaby i
muzyka. Swieto dzis jakies maja , dym z kadzidel. Trafilem przypadkiem
do lokalnej swiatyni za 1 Y, i troszke balem sie wyjmowac aparat.
Napieta i modlitewna atmosfera, ale w innych pomieszczeniach radosc i
zabawa. Tam postanowilem sie zasymilowac. Troszke potreptalem i
policjant nie mial nic przeciwko zebym delikatnie popstrykal. Bylem
tam jedyny bialy. Setki przewijajacych sie lokalesow w atmosferze
swieta i modlitwy nawet nie zwracali na mnie uwagi. Rzucali monetami
wszedzie gdzie poparnie, wtykali banknoty w rzezby. Kasa wala si ena
ziemi . Tak sie wykupuje szczescie na nowy rok. Spokojnie wyszedlem i
za chwile lekko pobladzilem, al enie ukrywam ze lekko specjalnie.
Lubie ten moment kiedy przez chwile nie wiem gdzie jestem w obcym
miescie i nie chce wiedziec, tylko sunac przed siebie jak jeden z
nich. W pewnym momencie pytalem o droge, i po jakims czasie podbiegl
do mnie mlody chlopak i cos tam po angielsku gdekal, zaproponowalem mu
spacer, nie odmowil.. i tak sie zaczelo. Opowiesc ciagnela sie na
poczatku flegmatycznie i zrywami. Mial wielkie opory przez angielskim,
ale kilka pochwal z mojej strony i spokojnego tonu i zaraz zaczalem go
rozumiec. Dopowiadalem jego slowa a on tylko przytakiwal jesli
trafilem na dobry tor. Cao Chuan Ji ma 3 siostry i starszego brata.
Wsztscy maja dosc Kantonu, chca jechac do Pekinu. Tu podobno jest za
duzo ludzi a za malo pracy.Ciasno.Wszyscy jada do Pekinu, Szanghaju
albo Hong Kongu. Moj przyjaciel potwierdzil ze HK to nie za wesole
miasto ale jedzie sie tam tylko dla pieniedzy.Gawedzilismy tak dosc
sporo, a ja co raz zakrecalem zeby coraz to wieksze koleczko zrobic,
przysiedlismy zeby odpoczac nad rzeka. U nich przyjaciel rodzi sie
podobno o wiele szybciej niz u nas. Nazwal mnie swoim przyjacielem,
nic tylko go poklepalem i podziekowalem. Wiedzialem ze za kilka godzin
juz mnie w tym miescie nie bedzie. Powiedzialem mu to i sie bardzo
zmartwil. Odbilismy gdzies w bok bo troszke zglodnialem i
zaproponowalem mu obiad. Wzburzyl sie jak zobaczyl ze chce za niego
placic, kazal mi usiasc i ze on wszystko zalatwi. W taki oto sposob
zjadlem doskonaly obiad w lokalnej knajpie od Chinczyka. Smakowal
wysmienicie.To byla jakas szara knajpa przy ulicy obok targu.Obiadek
6Y, kurczak z warzywami i ryzem oraz zupa. Poczylem sie jak jeden z
nich. zostalem wprowadzony przez lokalesa jako przyjaciel i juz nikt
sie tak na mnie dziko nie patrzyl jak wszedzie indziej w miescie. Jak
u siebie w domu. Poczulem sie zaakceptowany. Potem zeszlismy na meskie
tematy i plany zyciowe. To skromny czlowiek, ma skromne plany, ale
mial 3 dziewczyny w swoim zyciu i bardzo trudno sie o tym nam
rozmawialo. Podejzewam ze bariera jezykowa na tak powazny temat jest
zbyt duza. Juz blisko hotel wiec powoli sie zegnamy, wymienilismy
telefony i adresy.Bylem nieco podekscytowany i nie wiedzialem od czego
zaczas opowiadanie moim znajomym ktorarzy juz od jakiegos czasu
czekali na mnie niecierpliwie w hotelu. Taxi, pociag i juz w drodze do
Guilin. Czeka nas 10 godzin jazdy Hadr Sleeper, jestem zaszokowany czystoscia

luty 20, 2007

3 dzien. w drodze do Kanton

Zaszufladkowany do: Chiny2007 — adamdudko @ 12:24 am

Rano wyruszamy do Kanton autobusem. Udalo mi si eodczytac krzaczki i
porownac je z tymi na bilecie i stwierdzic ze to wlasnie jest bus do
Kanton. Pan rozdaje wode w butelkach. W koncu jedziemy. Po 2
godziniach docieramy do pierwszej granicy. Zaraz po niej jest druga,
Chinska. Tam juz czuc powage. Cale rzesze Chinczykow bije do HK, ci
najbiedniejsi jada by zarobic na zycie dla siebie i swojej rodziny.
Takich ludzi widac z daleka.Mila pani sprawdzila mi paszport i dala
sie sfotografowac, oczywiscie robilem z ukrycia. Dopiero tu zaczynaja
sie chiny. Sa piekne, prawdziwe. miliony magazynow, fabryk i pustych
budynkow, na wpol wybudowanych, dookola drzewa bananowe. Kanton mnie
zaczarowal.Przesliczne miasto, pelne zycia i ciepla. Dalismy sie
jednak wbic w extra hotem za 75Y za osobe. Warunki na miare hotelu 3
gwiazdkowego. Obsluga bardzo mloda, prawie dzieci. Nie mieli wiecej
niz 20 lat.Potraktowano nas tam jak prawdziwiwych glupkowatych
turystow. Pryszic szklany , lazienka luksusowa, net, tv, sejf, kuchnia
na dole.Tam wlasnie dowiedzialem sie ze Mao zablokowal mi bloga.
Troszke sie podlamalem, lecz czytacie to dzieki Fizi, ktora podjela
sie uaktualniania. Inaczej sie nie da, a ja niestety nie bede mogl
odpisywac Wam na komentarze na blogu.Taksowki tu sa bardzo tanie, na 4
osoby wychodzi po 2-3 Y za kurs dosc daleki.Kanton ma wyspe ktora
zostala zbudowana w stylu europejskim, z przepieknymi zaulkami i
restauracjami. Jest tam tez polska ambasada. Zamowismy sobie dobre
jedzenie, nad sama rzeka stoliki. Moj Chines set okazal sie
wysmienity. Radek w koncu zjadl wymarzonego kraba. Troszke sie
rozszalelismy z wydawaniem pieniedzy i prszyjdzie nam jeszcze to
odczuc potem :) Mimo to raj dla ryja.Trafilismy na glowna ulice
handlowa, jak z prawdziwego chinskiego filmy, co 5 metrow inna muzyka
i zapach. Tysiace reklam nad glowami, swiatelka, kiczowate ozdoby i
reklamy.Sklepy ze wszystkim i niczym.Godzina 22 a tam tlumy ze ledwo
sie mozna przecisnac. Nocne zakupy to chyba jakas ichniejsza
tradycja…w miescie 5mln. Czuc jednak ze te 5mln to razem z oplotkami
, w rzeczy samej miasto to nie wiecej niz 1mln.NAtrafilismy na
festiwal, tance i spiewy tradycyjne, oraz bebny na ktorych zaczalem
szalec.Ledwo mnie odciagneli, stalem zachipnotyzowany na pokazie
tanca.Wstep tylko 3Y. Mysle ze takie atrakcje sa ciekawsze nic cos
typowego za 50Y…Piwo jest bardzo paskudne, mdle i bez smaku, za
4-5Y. Jedynie budwiser smakowal podobnie. Tak tez skonczylismy nasz
dzien, na dopijaniu piwka w hotelu, pelni wrazen. Zatkal sie kibel, a
cala akcja odtykania jak z filmu. Portierka zobaczyla, zadzwonila po
chlopaka, on elegancko ubrany w dloni mial sprzet do odtykania.
Eleganckimi ruchami odetkal sracz i tylko czekalismy jak nam podsunal
jakis kwitek do podpisania.Po buzliwych dyskusjach idziemy spac.

luty 19, 2007

2 dzien hongkong

Zaszufladkowany do: Chiny2007 — adamdudko @ 12:17 am

Rano glowa jak w bance. Chyba mam pierwsza aklimatyzacje za soba. 9
rano druzyna spi wiec wypuszczam sie w samotne wojaze. Troszke
zabladzilem ale po chwili znalazlem moja ulice. Wszystko tu dziwnie do
siebie jest podobne. Trudno sobie jakis punkt charakterystyczny obrac,
gdyz wiele sie powtarza. Tu nie ma sklepu z bulkami i jedzeniem. Same
7 Eleven gdzie mleko, zupka chinska i woda i gumy.Jedziemy na Pik,
najwyzszy punkt w HK skad rozposcieraja sie widoki na HK , jednak
pogoda niedopisuje. Kompletna pustka , mleko, widocznosc na 30 metrow,
mimo to bylo milo. Dosc ciekawie wierzowce zanikaly w chmurach. Na
szczycie Pik’u potezne centrum handlowe gdzie mozna wydac kupe kasy.
Na szczescie nie podnieca mnie tego typu atrakcja . Wierzowce tak
zmukle az dziw bierze ze nie upadna. Na dole parkingi z Jaguarami i
Volvo. Ciekawe ze tak bogaci ludzie mieszkaja w takich blokach. Szybko
postanowilismy ze spadamy z HK dzien wczesniej. Przebukowalismy bilet
do Kanton ze 40HK$ doplata. HK traktujemy raczej jako miejsce
klimatyzacji. Jakos malo do mnie to miasto przemawia. Blok na bloku,
wszystko scisniete i na sile nowoczesne. Wieczorny pokaz ogni wypalil
nam oczy. Cos wspanialego w wielkiej skali. Czegos takiego jeszcze nie
widzialem.Z trzech statkow komputerowo sterowane ognie tanczyly wrecz
na niebie. Chinczycy piszczeli i krzyczeli. Jak tylko sie skonczyly,
tlumy podobno milionowe z perfekcyjna organizacja , rozeszly sie po
miscie jak krew po ciele. Policja nad wszystkim czuwa i krzyczy w
megafon. Wczesniej wracajac z Piku spotkalismy Kanadyjczyka, ktory
twierdzi ze jedzenie w HK jest najlepsze i ze mozemy miec problem z
biletami ze wzgledu na nowy rok. Masa chinczykow jezdzi do rodzin lub
na wyczekane wycieczki po swoim pieknym kraju. Tylko najbiedniejsi
zostaja w domu. Mi narazie jedzenie nie smakuje, moze temu ze jemy w
fast foodach i to za 25-30KHS..czuje ze o wiele za duzo placimy za
jedzenie i spanie. Trafiamy w zle miejsca. Jako grupa jestesmy z
daleka rozpoznawalni i chinczycy szybko podmieniaja nam menu w ktorym
cokolwiek kosztuje 10KHS :)

Następna strona »

Blog na WordPress.com.